Zabawa

 

Przerabiam wiersz w pierwszy letni dół,
z przyrośniętym czajnikiem plecy dokuczają
chętniej niż mężczyzna w bukowej ramce. 
Nawet go polubiłam, mimo że kręcił z kobietami
przed trzydziestką, a ze mną ziemskie lata. 

Z każdym łykiem dereniówki częściej pytał o Hegla 
albo tworzył coś w rodzaju energii i nic dziwnego, 
że gotowane papryki w odgłosach ulicznego ruchu 
zagłuszały dźwięki Nilsa Frhama. Przepraszam za łacinę,
niebieskie ciała, przez które wdrapuję się na dach. 

Najczęściej nocą płytki sen wychodzi na dobre, 
szczeble prowadzą na górę albo ciągną do dołu. 
Ile rozwiązań kryje cień, kiedy odwracasz głowę 
tylko po to, żeby wyjaśnić wrażliwość zaspanych oczu? 

Teraz dostatecznie widzę kratki do przejścia, 
docieram przez wąski otwór bez wysiłku, 
wspinasz się na czworakach a ja za tobą. 
Odsłony tragedii prowadzą do kolejnej tajemnicy.

 

Małgorzata Południak