Nie będę

I wtedy w nocy przyszedł las.
Ukryję cię – powiedział.
Zamknęłam się w drzewie, najniżej
jak mogłam – blisko korzeni.

Strachu, strachu, gdzie jesteś?
Nie ma mnie – skłamał.

Kiedy przypływa sen, we mnie
wszystko się budzi, tylko spokój,
ten raczej głuchoniemy stróż – śpi.

Samotność rozrosła się jak chwast
i jest coraz ciaśniej. Można do siebie
mówić, można nawet pytać, ale
milczenie najmniej boli.

Zaczyna ubywać tchu, nadchodzi cisza.
Czekam na nią, pilnując korzeni.

 

Mirka Szychowiak